Strony

Archive | Felietony

Audiofala mnie zadowala

Za­uwa­ży­łem, że co dru­gi wpis po­świę­cam Pi­hon­to­wi czy­li Mar­ci­no­wi Czer­cza­ko­wi i je­go pod­ka­sto­wej dzia­łal­no­ści. Nie dla­te­go, że w pol­skim pod­ka­stin­gu nic się nie dzie­je. Wręcz prze­ciw­nie. Nie dla­te­go rów­nież, że pa­łam ja­kąś szcze­gól­ną sym­pa­tią do te­go oso­bli­we­go War­sza­wia­ka (tu już nie na­pi­szę, że wręcz prze­ciw­nie), ale po pro­stu pro­jek­ty Mar­ci­na są na ty­le cie­ka­we, że war­to o nich na­pi­sać.

Audiofala mnie zadowala

Ba­ner Au­dio­fa­li

Jed­nym z naj­now­szych jest Au­dio­fa­la czy­li ra­dio­wa au­dy­cja o pod­ka­stach i pod­ka­ste­rach, pro­wa­dzo­na na ży­wo, co nie­dzie­lę o go­dzi­nie 21.00 na an­te­nie Ra­dia Wnet.
Czy­taj ca­łość »»»

Continue Reading · 0

Powzlotowe refleksje

Od pierw­sze­go wZlo­tu pol­skich pod­ka­ste­rów mi­nął już po­nad mie­siąc, a ja cią­gle czu­ję ja­kąś pust­kę. Mam ja­kiś nie­do­syt. Cze­goś mi brak. To był z pew­no­ścią wspa­nia­le spę­dzo­ny czas. Nie­za­po­mnia­ne chwi­le i mo­men­ty.

I wZlot Polskich Podkasterów

To nie­spra­wie­dli­we, że wszyst­ko co do­bre tak szyb­ko się koń­czy. Spo­tka­nie, któ­re uda­ło się zor­ga­ni­zo­wać w ośrod­ku Krę­giel wy­pa­dło tak jak chy­ba wszy­scy by so­bie te­go ży­czy­li. Tro­chę by­łem scep­tycz­ny usły­szaw­szy, że bę­dzie­my tam w cza­sie od­by­wa­ją­ce­go się zlo­tu mo­to­cy­kli­stów. Mo­je oba­wy zo­sta­ły szyb­ko roz­wia­ne, gdy oka­za­ło się, że ci za­ro­śnię­ci i przy­odzia­ni w skó­ry do­pie­ro co opra­wio­nych dzi­ków drwa­le, są po­dob­ni do nas, tyl­ko że za­miast dyk­ta­fo­nów ich głów­ną za­baw­ką jest coś co po­wszech­nie na­zy­wa się mo­to­cy­klem.

Oka­za­ło się, że ci bru­ta­le na sta­lo­wych ko­niach ma­ją w za­na­drzu cał­kiem sze­ro­ki wa­chlarz roz­ry­wek, a brać pod­ka­sto­wa nie za­sta­na­wia­jąc się ani chwi­li, po­sta­no­wi­ła nie­zwłocz­nie z nich sko­rzy­stać. Nie za­bra­kło do­brej mu­zy­ki, ja­dła, wy­bor­nych trun­ków oraz do­bre­go to­wa­rzy­stwa. Płci oboj­ga. Chle­ba i igrzysk, te­go nam by­ło trze­ba. Za­tem za­ba­wom i roz­mo­wom nie by­ło koń­ca przez ca­łe bi­te 3 dni! W nie­któ­rych przy­pad­kach na­wet i dłu­żej…

Za­tem dzię­ku­ję wam wszyst­kim, za to że mo­głem ten czas spę­dzić w tak do­bo­ro­wym to­wa­rzy­stwie. Dzię­ku­ję przede wszyst­kim mi­łym sym­pa­ty­kom pol­skich pod­ka­stów, czy­li Ani, Ewie, Paw­ło­wi i Ka­mi­lo­wi, któ­rzy zde­cy­do­wa­li się przy­je­chać po­mi­mo, że nie na­gry­wa­ją wła­snych pod­ka­stów. Choć nie­któ­rzy zdra­dzi­li nam, że ta­ko­wy za­miar ma­ją. I dzię­ku­ję rów­nież sta­rym wy­ja­da­czom, któ­rzy za­wi­ta­li do Krę­gla, czy­li: Ka­si, Wio­li, Mar­ci­no­wi, Ar­ko­wi, Ro­ber­to­wi, Prze­mko­wi, obu Łu­ka­szom, Jac­ko­wi, Paw­ło­wi, Szy­mo­no­wi oraz Mać­ko­wi. Oby­śmy w przy­szłym ro­ku spo­tka­li się w jesz­cze więk­szym gro­nie.

I kim u li­cha jest pan Wie­sław?

Continue Reading · 1

Terapia grupowa

Jak co po­nie­dzia­łek, ma­łe re­dak­to­ra prze­my­śle­nia. Dziś psy­cho­lo­gia gru­py i wspo­mnia­nia z prze­szło­ści.

To by­ły bar­dzo daw­ne cza­sy, kie­dy stu­dio­wa­łem na Uni­wer­sy­te­cie w Po­zna­niu Mar­ke­ting i Za­rzą­dza­nie. Oprócz przed­mio­tów ści­śle zwią­za­nych z cy­fer­ka­mi, by­ły tak­że trzy, któ­re teo­re­tycz­nie mia­ły ma­ło wspól­ne­go z li­cze­niem i z mar­ke­tin­giem. Fi­lo­zo­fia i So­cjo­lo­gia oraz Lo­gi­ka - bo o nich dziś bę­dzie tu mo­wa.
Za­tem dziś tro­chę po mę­dr­ku­je­my i za­sta­no­wi­my się nad po­ję­cia­mi dość skom­pli­ko­wa­ny­mi.

Z te­go co mi w gło­wie zo­sta­ło po la­tach, to mam wra­że­nie, iż brak ja­kiś spe­cjal­nej de­fi­ni­cji w so­cjo­lo­gii słów „przy­ja­ciel” oraz sło­wa prze­ciw­staw­ne­go czy­li „wróg”. Brak ta­kich słów w ter­mi­no­lo­gii so­cjo­lo­gicz­nej. Za to ma­my coś in­ne­go, ale w za­sa­dzie ta­kie­go sa­me­go czy­li po­ja­wia­ją się dwa in­ne ter­mi­ny bar­dzo toż­sa­me z ty­mi, o któ­rych na­pi­sa­łem po­wy­żej: „gru­pa wła­sna” , „gru­pa ob­ca”, „gru­pa od­nie­sie­nia po­zy­tyw­ne­go” i „gru­pa od­nie­sie­nia ne­ga­tyw­ne­go”.
I w ten to oto je­dy­nie so­cjo­lo­gii zna­ny spo­sób roz­mo­wa sta­je się od ra­zu bar­dziej wy­szu­ka­na i bar­dziej na­uko­wo po­trzeb­na. Moż­na tu­taj wy­od­ręb­nić ka­te­go­rię „swój” – „ob­cy” - lecz nie two­rzy jej jed­na jed­nost­ka, a jest ona za­zwy­czaj przez gru­pę bądź kil­ka grup, któ­rych człon­kiem jest da­na jed­nost­ka. Skom­pli­ko­wa­ne? wiem… tro­chę.
Dy­cho­to­mia  - ko­lej­ny ter­min dość ma­ło zna­ny, ale w opi­sie bar­dzo pro­sty czy­li zja­wi­sko „My – Oni”. Jest to nic in­ne­go jak tyl­ko zja­wi­sko, bądź pro­ces zwią­za­ny z bu­do­wa­niem oraz pod­trzy­my­wa­niem toż­sa­mo­ści zbio­ro­wej. Owa toż­sa­mość zbio­ro­wa to uni­kal­ne po­czu­cie przez jed­nost­kę by­cia kimś waż­nym, to po­czu­cie wspól­no­ty przez tą jed­nost­kę oraz tak­że po­czu­cie od­ręb­no­ści jed­no­cze­śnie. Tak, to się wca­le nie wy­klu­cza, już tłu­ma­cze. Czu­jesz się toż­sa­my z pew­ną gru­pą, wspól­no­tą, ale tak­że po­przez by­cie w tej gru­pie czu­jesz się wy­alie­no­wa­ny ze spo­łecz­no­ści lub spo­śród in­nych grup. Za­tem funk­cjo­no­wa­nie w gru­pie jest for­mą by­cia czę­ścią cze­goś więk­sze­go, ale tak­że po­zwa­la nie tyl­ko znik­nąć w przy­sło­wio­wym tłu­mie, ale po­zwa­la tak­że na by­cie wy­brań­cem.
Moż­na brać udział w kil­ku gru­pach jed­no­cze­śnie, moż­na pew­ne gru­py pró­bo­wać łą­czyć, moż­na też po­przez pew­ne za­cho­wa­nia uzna­wać in­ne gru­py ja­ko nie­przy­ja­ciel­skie bądź wręcz wro­gie.
W ro­zu­mie­niu kre­owa­nia przez gru­pę rze­czy­wi­sto­ści, istot­ne jest su­biek­tyw­ne war­to­ścio­wa­nie oraz oce­nie­nie po­szcze­gól­nych grup. Są gru­py któ­re two­rzą obo­jęt­ne tło. In­ne, spe­cjal­nie wy­se­lek­cjo­no­wa­ne oraz cza­sem czu­ją­ce spe­cjal­ną mi­sje two­rzą wo­kół sie­bie au­rę bądź ma­gię wy­jąt­ko­wo­ści. I wła­śnie ten opis we­wnętrz­ny gru­py, mi­sja, bądź jej brak de­cy­du­je o tym, kto zo­sta­nie na­zwa­ny przy­ja­cie­lem, a kto wro­giem.

Mi­nę­ło kil­ka chwil, pod­czas któ­rych gru­pa jed­nost­ko­wych ka­na­pek po­czu­ła uni­kal­ne po­czu­cie by­cia jed­no­ścią w mo­im żo­łąd­ku.

Kil­ka dni te­mu za­koń­czył się po­noć pierw­szy ofi­cjal­ny wZlot Pol­skich pod­ka­ste­rów. Zu­peł­nie nie wiem dla­cze­go wZlot, dla­cze­go pierw­szy, i dla­cze­go ofi­cjal­ny, sko­ro ni­gdy nie by­ło np.: nie­ofi­cjal­ne­go. A by­wa­ło ta­kich spo­tkań kil­ka, więc na­praw­dę za­cho­dzę w gło­wę, dla­cze­go pierw­szy. Nie waż­ne. Do rze­czy, ad rem…

Cie­ka­we też co czy­ni za­tem lu­dzi, któ­rzy się tam po­ja­wi­li ofi­cjal­ny­mi jed­nost­ka­mi two­rzą­cy­mi ofi­cjal­ny wZlot. Nie bę­de wni­kał i nie bę­dę się przy­cze­piał do pier­do­łów, w tam mą­drym i na­uko­wym po­dej­ściu do psy­cho­lo­gii tłu­mu. Czy owy tłum był, czy nie, nie mnie wni­kać, ale na pew­no moż­na po­wy­żej wy­pi­sa­ne prze­ze mnie sło­wa ja­koś przy­sto­so­wać do tej zgrai lu­dzi, któ­ra w pew­nym miej­scu, w okre­ślo­nym cza­sie, w okre­ślo­nym ce­lu zja­wi­ła się by ro­bić bli­żej nie­okre­ślo­ne rze­czy.
Psy­cho­lo­gia gru­py. Mi­ło­śni­cy pod­ka­stów. Gru­pa wła­sna, czy gru­pa ob­ca. Gru­pa jed­no­stek, czy gru­pa in­dy­wi­du­al­no­ści? Gru­pa któ­ra funk­cjo­nu­je na wła­snych za­sa­dach, czy jed­nak przy­pad­ko­wa zbie­ra­ni­na mniej lub bar­dziej przy­pad­ko­wych cha­rak­te­rów?
Du­żo py­tań, na któ­re nie bę­dę od­po­wia­dał, bo po pierw­sze tam nie by­lem, a po dru­gie że mo­ją edu­ka­cje so­cjo­lo­gicz­ną za­koń­czy­łem na trze­cim se­me­strze z oce­ną, któ­ra spo­wo­do­wa­ła mo­ją od­ręb­ność oraz alie­na­cję. Co gor­sza prze­sta­łem funk­cjo­no­wać w gru­pie. Tak czy owak cie­szę się że tro­chę wie­dzy jed­nak zo­sta­ło…

 

Continue Reading · 2

Dzieci innego Boga

Nie moż­na ob­ra­żać się na cza­sy w ja­kich ży­je­my. Wszyst­ko Pan­ta Rei,Pe­cu­nia non olet. Tak jest i być mu­si. Nie moż­na, choć kie­dyś by­ło ina­czej, mo­że i le­piej…

Dziś po­wiem coś nie mo­imi sło­wa­mi, za­po­ży­czę się - na­zwij­my to w ten spo­sób. W na­szej sze­ro­kiej sie­ci, tej na WWW krą­ży tekst, za­czy­na­ją­cy się ty­mi sło­wa­mi: „By­li­śmy wy­cho­wy­wa­ni w spo­sób, któ­ry psy­cho­lo­gom śni się za­zwy­czaj w kosz­ma­rach za­wo­do­wych, czy­li pa­to­lo­gicz­ny. Na szczę­ście, na­si sta­rzy nie wie­dzie­li, że są pa­to­lo­gicz­ny­mi ro­dzi­ca­mi.” Nikt w za­sa­dzie nie wie, kto jest au­to­rem te­go tek­stu, ale ide­al­nie on pa­su­je do te­go co dzi­siaj bę­dzie na­pi­sa­ne, czy­li za­pra­szam na ko­lej­ne prze­my­śle­nia Re­dak­to­ra na F.  Tekst pro­sty sam w so­bie, jed­nak za­ska­ku­ją­co traf­ny. Za­rów­no my, jak i na­sze dzie­ci, na­le­ży­my do zu­peł­nie in­nych rze­czy­wi­sto­ści.

Za­tem na wstę­pie kil­ka punk­tów z prze­szło­ści.

•    Wszy­scy na­le­że­li­śmy do ban­dy osie­dlo­wej i mo­gli­śmy ba­wić się na licz­nych w na­szej oko­li­cy bu­do­wach. Gdy w sto­pę wbił się gwóźdź, mat­ka go wy­cią­gnę­ła i od­ka­ża­ła ra­nę fio­le­tem. Na­stęp­ne­go dnia zno­wu szli­śmy się ba­wić na bu­do­wę. Mat­ka nie drża­ła ze stra­chu, że się po­za­bi­ja­my. Wie­dzia­ła, że pa­sek uczy za­sad BHZ (Bez­pie­czeń­stwo Hi­gie­ny Za­baw).
•    Nie cho­dzi­li­śmy do przed­szko­la. Ro­dzi­ce nie mar­twi­li się, że bę­dzie­my opóź­nie­ni w roz­wo­ju. Uzna­wa­li, że wy­star­czy je­śli za­cznie­my się uczyć od ze­rów­ki.
•    Nikt nie la­tał za na­mi z czap­ką, sza­li­kiem i nie spraw­dzał czy się spo­ci­li­śmy.
•    Z cho­ro­ba­mi se­zo­no­wy­mi wal­czy­ła bab­cia. Do wal­ki z gry­pą słu­żył czo­snek, her­ba­ta ze spi­ry­tu­sem i pie­rzy­na. Dzię­ki te­mu ni­gdy nie stwier­dza­no u nas za­pa­le­nia płuc czy an­gi­ny. Zresz­tą le­karz u nas nie by­wał, za­tem nie miał szans nic stwier­dzić. Stwier­dza­ła za­wsze bab­cia. Do­dam, że nikt nie wsa­dził bab­ci do wa­riat­ko­wa za ra­cze­nie dzie­ci spi­ry­tu­sem.
•    Do la­su szli­śmy, gdy mie­li­śmy na to ocho­tę. Je­dli­śmy ja­go­dy, na któ­re wcze­śniej na­si­ka­ły li­sy i sar­ny. Ma­ma nie ba­ła się ze zje nas wilk, za­ra­zi­my się wście­kli­zną al­bo zgi­nie­my. Sko­ro zaś tam do­szli­śmy, to i wró­ci­my. Oczy­wi­ście na czas. Po­wrót po baj­ce był na­gra­dza­ny pa­skiem.
•    Gdy są­siad zła­pał nas na kra­dzie­ży ja­błek, sam wy­mie­rzał nam ka­rę. Są­siad nie ob­ra­żał się o skra­dzio­ne jabł­ka, a oj­ciec o za­stą­pie­nie go w obo­wiąz­kach wy­cho­waw­czych. Oj­ciec z są­sia­dem wy­pi­ja­li wie­czo­rem piwo—jak zwy­kle.
•    Nikt nie po­ma­gał nam od­ra­biać lek­cji, gdy już zna­leź­li­śmy się w pod­sta­wów­ce. Ro­dzi­ce stwier­dza­li, że sko­ro skoń­czy­li już szko­łę, to nie mu­szą do niej wra­cać.
•    La­tem jeź­dzi­li­śmy ro­we­ra­mi nad rze­kę, nie pil­no­wa­li nas do­ro­śli. Nikt nie uto­nął. Każ­dy po­tra­fił pły­wać i nikt nie po­trze­bo­wał spe­cjal­nych lek­cji aby się tej sztu­ki na­uczyć.
•    Zi­mą oj­ciec urzą­dzał nam ku­lig sta­rym fia­tem, za­wsze przy­spie­szał na za­krę­tach. Cza­sa­mi san­ki za­ha­czy­ły o drze­wo lub płot. Wte­dy spa­da­li­śmy. Nikt nie pła­kał, cho­ciaż wszy­scy się tro­chę ba­li­śmy. Do­ro­śli nie wie­dzie­li do cze­go słu­żą ka­ski i ochra­nia­cze.
•    Si­nia­ki i za­dra­pa­nia by­ły nor­mal­nym zja­wi­skiem. Szkol­ny pe­da­gog nie wy­sy­łał nas z te­go po­wo­du do psy­cho­lo­ga ro­dzin­ne­go.

… i tak da­lej. Przy­kła­dów moż­na by mno­żyć set­ki. Każ­dy z nas czy­ta­ją­cy ten tekst miał, bądź wciąż ma wspo­mnie­nia z dzie­ciń­stwa. I każ­dy z nas so­bie ra­dził. Nie by­ło Unii Eu­ro­pej­skiej, by­ło RWPG, był Układ War­szaw­ski, je­dy­nie słusz­ny sys­tem i je­dy­nie słusz­na par­tia. Tak by­ło, i żyć się da­ło, choć wszy­scy wie­my, iż cza­sem by­ło dziw­nie.

Dziś za­tem o prze­szło­ści, któ­ra by­ła prost­sza, ła­twiej­sza, nie by­ła tak strasz­nie po­zy­cjo­no­wa­na i oce­nia­nia. Li­czy­ła się wte­dy treść, li­czy­ła się wte­dy obec­ność i  ten dresz­czyk emo­cji przy two­rze­niu zu­peł­nie cze­goś no­we­go w pol­skim in­ter­ne­to­wym świe­cie. Bę­dzie dziś o pod­ka­stach, bę­dzie o lu­dziach któ­rzy za­czy­na­li, dla któ­rych nie waż­ne by­ły ty­py ty­go­dnia, bzdur­ne ty­py mie­sią­ca, wy­róż­nie­nia i gwiazd­ki. Wte­dy by­ło ina­czej - mo­że i le­piej, ale na pew­no pro­ściej. Te 6 lat te­mu by­ło ko­ło tu­zi­na pod­ka­stów, każ­dy miał czas dla każ­de­go, sza­cu­nek, uzna­nie i każ­dy z nas wte­dy peł­ny­mi gar­ścia­mi chło­nął od­cin­ki ko­le­gów i ko­le­ża­nek. Nie by­ło oce­nia­nia i ob­rzu­ca­nia się błoc­kiem na fo­rach i mó­wie­nia kto jest do­bry a kto zły.

Kie­dyś je­den z ko­le­gów po fa­chu po­wie­dział mi, że tu cy­tu­je (…) że za du­żo w mo­ich od­cin­kach grze­ba­nia się w prze­szło­ści - lu­dzie te­go nie lu­bią, po­wi­nie­nem mó­wić co się dzie­je, a nie co się dzia­ło. (…). Ja tak nie uwa­żam - więk­szość z was, czy­ta­ją­cych te sło­wa, nie ma tej prze­szło­ści, nie ma do cze­go wra­cać, o czym mó­wić - ot wzię­ło mi­kro­fon i za­czę­ło ga­dać. O tak po pro­stu. To nie jest złe, bo jak pi­sa­łem, nie moż­na się ob­ra­żać na cza­sy w ja­kich ży­je­my. Te­raz lu­dzie nie ma­ją cza­su my­śleć, te­raz li­czy się tu i te­raz i to wła­śnie mo­że być two­je pięć mi­nut. Pod­ca­sting mo­że być środ­kiem w osią­gnię­ciu te­go ce­lu. Sła­wa, za­uwa­że­nie, lans i in­ne ta­kie. To eks­tre­ma, ale w więk­szo­ści przy­pad­ków, kil­ko­ro z nas wciąż się­ga po mi­kro­fon, bo ma coś do po­wie­dze­nia.

Kie­dyś gra­ło się w kap­sle na chod­ni­ku, te­raz na nim tyl­ko psie ku­py al­bo za­par­ko­wa­ne au­ta a w do­mu ko­le­dzy i Play Sta­tion. Kie­dyś pod­ry­wa­ło się dziew­czy­ny w ba­zie w krza­kach, te­raz Fot­ki i Fej­scoś­ta­my… Zmie­nia się świat, i zmie­nia się pod­ca­sting. Nie­wie­lu z nas któ­rzy za­czy­na­li jesz­cze na­da­ją, moż­na by ich po­li­czyć na pal­cach jed­nej rę­ki. Ale co cie­ka­we, te oso­by nie zmie­ni­ły się pra­wie wca­le od tych 6 lat. Są w za­sa­dzie ta­cy sa­mi. To mo­je zda­nie, czy­tel­ni­cy mo­gą mieć in­ne - to oczy­wi­ste. Są przy­pi­sa­ni do sta­rych za­sad, do by­cia w cie­niu, do by­cia naj­lep­szy­mi ja­ki­mi po­tra­fią. To nie zna­czy że są naj­lep­si, bo to po­ję­cie bar­dzo względ­ne, i bar­dzo nie­spra­wie­dli­we ostat­ni­mi cza­sy.

Moż­na rzu­cić ka­mień w mo­ją stro­nę, po­wie­dzieć: O ko­le­go, a co z an­kie­ta­mi, prze­cież to ko­le­ga ro­bił oce­nia­nia, i ta­kie tam szop­ki - czyż nie? No tak, ra­cja - pi­sze, że oce­nia­nie nie ma sen­su, a sam ro­bi­łem po­dob­ne rze­czy. Ale wte­dy uwa­ża­łem to za za­ba­wę, za sty­mu­lo­wa­nie śro­do­wi­ska, pró­bo­wa­nie go sca­lić, zin­te­gro­wać. Te­raz ni­by oce­nie­nie wciąż jest za­ba­wą, skut­ki cza­sem są opła­ka­ne, bar­dzo ma­ło to ma wspól­ne­go z za­ba­wą i z rze­czy­wi­stą war­to­ścią da­ne­go odcinka/autora. Za­tem an­kie­ty tak, wy­pa­cze­nia nie.

W dzi­siej­szym świe­cie nie ma już za­sad, a je­śli są to głu­pie i nie­roz­sąd­ne na­rzu­co­ne przez jesz­cze głup­szych po­li­ty­ków. Na­ro­dzi­ła mi się w gło­wie ta­ka myśl, iż wraz z roz­wo­jem cy­wi­li­za­cyj­nym, tech­ni­za­cją i cy­fry­za­cją ży­cia od­wrot­nie pro­por­cjo­nal­nie za­ni­ka­ją za­sa­dy mo­ral­ne. Ta­ki­mi w świe­cie, tak i na na­szym po­dwór­ku. Ale po raz trze­ci i ostat­ni po­wta­rzam, że nie moż­na być ob­ra­żo­nym na świat w ja­kim ży­je­my, nie zmie­ni­my go, nie sil­my się go zmie­niać, bo to tyl­ko mo­że nam wyjść na gor­sze. Re­cep­ta jest pro­sta - być i żyć i ro­bić to co się ro­bi (pod­ka­sty) zgod­nie ze swo­im su­mie­niem, ze swo­ją ide­olo­gią i pla­nem. I nie ocze­kuj po­chwał, na­gród wy­róż­nień, bo to tyl­ko mo­że przy­spo­rzyć ci wro­gów i z bie­giem cza­su na­wet naj­lep­szy przy­ja­ciel mo­że ci wbić z za­zdro­ści nóż (czy­taj mi­kro­fon) w ple­cy. Tak to wi­dzę, nie ró­żo­wo, ale na szczę­ście jest wciąż świa­teł­ko w tu­ne­lu… ale o tym na­stęp­nym ra­zem… je­śli bę­dzie…

Continue Reading · 10

Nienawidzieć - to brzmi dumnie

Cał­kiem nie daw­no mi­nę­ło sześć lat pol­skie­go pod­ca­stin­gu, ty­sią­ce go­dzin spę­dzo­nych przy mon­ta­żu, set­ki go­dzin spę­dzo­nych przy słu­cha­niu, dzie­siąt­ki słu­cha­czy i tyl­ko trzy ro­dza­je kom­pu­te­rów. A w za­sa­dzie dwa „Pe­cet” i Ma­cin­tosh. Ni­by nic, na oko nie wie­le nas dzie­li, bo ekran, kla­wi­sze, pro­gram, ale to tyl­ko złud­ne wstęp­ne my­śli. Spra­wa jest bar­dziej po­waż­na.
Hej­ter­stwo {HATE - od an­giel­skie­go wy­ra­zu nie­na­wi­dzić} , któ­re w pol­skiej sie­ci roz­wi­nę­ło się do gra­nic ab­sur­du, a na­wet ma stro­nę in­ter­ne­to­wą z na­czel­nym hej­te­rem Ogrod­ni­kiem. Za­tem dziś tro­chę mniej o pod­ka­stach, tro­chę wię­cej o lu­dziach i ich ma­szy­nach.

Po­wszech­na nie­na­wiść do Apple’a jest bar­dzo ła­two wy­tłu­ma­czal­na. Ma swo­je źró­dło w po­czu­ciu wy­raź­nej niż­szo­ści prze­wa­ża­ją­cej czę­ści na­sze­go spo­łe­czeń­stwa. Ot tak na za­sa­dzie prze­ko­ry, jak się cze­goś z nad­gry­zio­nym sprze­da­ło np: 20 mi­li­nów sztuk, to Po­lak po­wie, ale ci lu­dzie głu­pi, le­cą na lep. Ja tam wo­lę mo­je­go 8 let­nie­go Think­Pa­da al­bo No­kię na Sym­bia­nie, a po­tem pła­czą, że na­pi­sał swo­ją pra­cę za­li­cze­nio­wą na cze­lad­ni­ka i i i i… mu się za­wie­si­ło i mu­si od no­wa. …nie wspo­mi­na­jąc już o fe­ty­szu ko­de­ków, ste­row­ni­ków. Cóż, mo­że np: ta­kie­go Ogrod­nic­ka to wła­śnie czy­ni męż­czy­zną, że po­tra­fi z wie­lu­set re­kor­dów wy­ło­wić wła­ści­wy ko­dek… cza­sem ża­łu­ję, że na Ma­cu jest tak do bó­lu pro­sto, wszyst­ko cho­dzi i nie mam się jak wy­ka­zać przed uko­cha­ną, cięż­kie ży­cie Ma­cU­se­ra… Dziś oso­bi­ście, na­wet za bar­dzo, bo brzy­dząc się wspo­mnia­ną hej­ter­ską stro­ną, mi­mo wszyst­ko na­pi­sa­łem coś na niej, bo jak to mój Oj­ciec ke­idyś mo­wił, „krew mnie za­la­ła”, że czło­wiek mo­że za­bić tyl­ko dla­te­go, że mam in­ne­go ko­lo­ru kla­wia­tu­rę.

(…)Je­śli kie­dyś za­sta­na­wia­li­ście się, co od­róż­nia Ap­ple od do­wol­nej sek­ty, to daj­cie so­bie spo­kój z ła­ma­niem gło­wy. Wi­taj­cie w świe­cie, gdzie naj­głup­szy bzdet ura­sta do ran­gi re­li­kwii - pod wa­run­kiem, że za­wie­ra wła­ści­wy Sym­bol. (…)

A oto wpis, mam na­dzie­ję, że wy­ra­zi­łem się czy­tel­nie i w mia­rę obiek­tyw­nie.

Pierw­szy raz coś tu pi­szę, tro­chę się brzy­dzę po­zio­mem dys­ku­sji, za każ­dym ra­zem kie­dy tu wpa­dam, ale na­pi­sze co my­ślę. Pen­wie to nic nie zmie­ni, ka­my­czek do ogród­ka Ogrod­nic­ka je­no wrzu­cę…
Mam la­ta pra­wie 40, i od pra­wie 20 lat uży­wam macz­ków. Z opi­su więk­szo­ści z was je­stem pe­da­łem, ga­dże­cie­rzem, fan­bo­jem, na utrzy­ma­niu ro­dzi­ców, z gru­bym port­fe­lem. A i de­bi­lem. Wiel­kim De­bi­lem.
Źle mi z tym. Bar­dzo. Po pierw­sze, że Po­la­cy ma­ja ten­den­cje do oplu­wa­na się w in­ter­ne­cie, żad­nych rze­czo­wych roz­mów - by­le do­wa­lić, by­le do­ko­pać. Ano­ni­mo­wość ko­cha szam­bo. (nie za­uwa­ży­łem ta­kie­go mier­ne­go po­zio­mu dys­ku­sji i ta­kiej nie­na­wi­ści np na fo­rach niemieckich/irlandzkich/angielskich w te­ma­cie Ap­ple).
Źle mi z tym.
Mam pra­wie 40 lat i mam w do­mu z tu­zin macz­ków. No­we­go MBP, ale i 12 let­nie­go Pi­smo Lap­to­pa - wszyst­ko śmi­ga ład­nie. Za­tem je­stem tu­zin­ko­wym pe­da­łem, wciąż na utrzy­ma­niu ro­dzi­ców. Je­stem za­pa­trzo­ny w wuj­ka Sti­wa, i z wy­pie­ka­mi cze­kam na każ­dy Key­no­te - tak to jest wg więk­szo­ści z was.
Wiem, ze pan Ogrod­nick ro­bi so­bie ja­ja, pod­bu­rza spe­cjal­nie lu­dzi, pi­sze że utrzy­mu­je kon­wen­cje pasz­kwi­lo­wą blo­ga, ale nie tyl­ko u nie­go, ale pod każ­dym in­nym ap­ple wpi­sem, gdzie­kol­wiek, na ja­kim­kol­wiek por­ta­lu po­ziom roz­mów, i po­ziom dys­ku­sji, i nie­na­wiść do ap­ple jest ta­ki sam. Dla­cze­go. Dla­cze­go nie mo­gę mieć kom­pa za 12.000pln, je­śli mnie na nie­go stać. Mam tu­zin macz­ków - bo chce być lep­szy, czy dla te­go, ze lu­bię?

Bar­dzo źle mi dziś, nie chcia­łem wcho­dzić do sa­du Ogrod­ni­ka, ale chcia­łem spraw­dzić co no­we­go w MBP i klik­nę­ło mi się złą zakładkę…i wy­lą­do­wa­łem w ogród­ku, Ogrod­ni­ka.
No­wy MBP żad­na re­we­la­cja, mia­łem na­dzie­ję, ze pod­mie­nę mo­je­go 4 let­nie­go MBP na te­go, ale jesz­cze nie czas. Stać mnie. Lu­bię ap­ple. Lu­bie MS - bo tam pra­cu­je kil­ku mo­ich do­brych kum­pli, któ­rzy m.in pro­jek­tu­ją MS of­fi­ce dla macz­ka. Oni mnie nie oplu­wa­ją, a ja mam do nich sza­cu­nek, m.in za to, że są sil­ni, że ani MS ich za bar­dzo nie lu­bi - ani ap­ple - są na spa­lo­nej zie­mi. Ale ne trze­ba się ko­chać, ale trze­ba się sza­no­wać. Ap­ple mo­że nie prze­pa­da za PCtow­ca­mi, ale ich nie oplu­wa i szy­dzi.
Wiem, już pi­sa­łem, że Pan Ogrod­nik pi­sze w żar­tach wszyst­ko, tak przy­naj­mniej tłu­ma­czy się czę­sto, ale my­ślę że ro­bi du­żą krzyw­dę ta­kim szy­der­czym pi­sa­niem. Moż­na nie lu­bić ap­ple, sam stra­ci­łem ser­ce do ap­ple z mo­men­tem przej­ścia na In­te­la, i choć by­łem w Cu­per­ti­no, cho­dząc po In­fi­ni­te Lo­op, to to nie by­ło to, cze­go ocze­ki­wa­łem. Lu­bie to co ro­bię, i naj­bar­dziej to lu­bię ro­bić na macz­kach - dla­te­go bar­dzo mi źle, ze ktoś mnie na­zy­wa de­bi­lem, funboyem…sami wie­cie. A je­stem ta­ki jak wy, tyl­ko mam in­ny kom­pu­ter. Co bę­dzie da­lej? Ude­rzysz mnie, nie po­dasz rę­ki na im­pre­zie, oplu­jesz tyl­ko dla te­go że mam coś cze­go ty nie masz, bądź nie­na­wi­dzisz?

Sza­nu­je Ogrod­ni­ka za po­dej­ście do te­ma­tu, że pró­bu­je, oba­la mit Jabł­ka, ale w spo­sób ja­ki to ro­bi - kwa­śny jest jest mi i nie do sma­ku ko­men­ta­rze…

Sza­cu­ne­czek dla tych co sza­nu­ją in­nych tyl­ko dla te­go, że są in­ni…

I to ty­le. Pod­ca­sting po­wi­nien łą­czyć, i nie waż­ne, że iRob Ko­es­sling z An­glii mon­tu­je swo­je od­cin­ki na bla­sza­ku- jak więk­szość z nas zresz­tą, a Prze­mion z Ho­lan­dii ma sre­brzy­ste­go macz­ka. My­ślę, że te­go ty­pu ani­mo­zje nas nie do­ty­czą, że wię­cej nas łą­czy niż dzie­li, ale mi­mo to cza­sem za­uwa­ża się an­ta­go­ni­zmy oraz skraj­ne opi­nie. Oby tych jak naj­mniej.

Z wy­ra­za­mi po­nad­hej­ter­skie­go sza­cun­ku | Fi­lip

Link do wpi­su, gdzie opu­bli­ko­wa­łęm swój głos

Continue Reading · 6

Wizyta u psychologa

Jeden z na­szych pi­szą­cych re­dak­to­rów, któ­ry tak­że pro­wa­dzi swój pod­kast, otrzy­mał list od słu­chacz­ki. Przy­tocz­my za­tem na po­czą­tek je­go ka­wa­łek.

Wi­taj, słu­cham cię od daw­na, ale ostat­nio na­szło mnie py­ta­nie - dla­cze­go? Pod­kast - cie­ka­wy pro­jekt, cie­ka­wy po­mysł. Co to­bą kie­ru­je, że ga­dasz do mi­kro­fo­nu? Czy to jest ta nie­po­ko­ją­ca elek­tro­nicz­na sa­mot­ność, ten nie­wi­dzial­ny tłum po­ten­cjal­nych fa­nów, któ­rych pró­bu­jesz wcią­gnąć w swo­ją grę? A mo­że jest to syn­drom chiń­skiej pral­ni? Oni pio­rą na­sze bru­dy, a my ich. I to ko­cha­my. A mo­że two­je ga­da­nie to  ta­kie spo­tka­nie u psy­cho­ana­li­ty­ka. Ty mó­wisz, on słu­cha - i jest ci le­piej.  Co? Co w tym jest cie­ka­we­go, że lu­dzie chcą żyć ży­ciem in­nych, wie­dzieć o to­bie co ty­dzień, co­raz wię­cej?
Re­to­rycz­ne py­ta­nia - nie mu­sisz od­po­wia­dać. :-)

Od­po­wiedź. Nie mu­szę, ale spró­bu­je…

Wizyta u psychologa

Jest nas nie­wie­lu, mo­że 50-70 osób, któ­re przy­zwy­cza­iły nas do mó­wie­nia o so­bie. Jest nas nie­wie­lu, ale to nie prze­szka­dza. Ale co tę grup­kę, cał­ko­wi­cie so­bie ob­cych osób zmo­ty­wo­wa­ło do pro­wa­dze­nia pod­ka­stu? Od­po­wie­dzi jest pew­nie ty­le, ile osób owe pod­ka­sty pro­wa­dzi. Pod­kast: oso­bi­sty pa­mięt­nik; pry­wat­na ga­ze­ta, gdzie wer­ba­li­zu­je­my wła­sne my­śli; zbior­czy list z po­dró­ży; vor­tal po­świę­co­ny jed­ne­mu za­gad­nie­niu (by­wa, że jest to hob­by au­to­ra) lub mo­że być jesz­cze czymś in­nym.  Z te­go co ro­zu­miem, two­je py­ta­nie do­ty­czy tyl­ko wer­sji „pa­mięt­nik”, gdzie do­ko­nu­je się ob­na­ża­nia du­szy (cza­sem cia­ła - patrz pod­ka­sty wa­nien­ne). Za­tem „pa­mięt­nik” - za­pi­sy­wa­nie, czy od­ci­na­ne ku­po­nów od prze­szło­ści…?

Na po­czą­tek ma­ły po­wrót do prze­szło­ści. Nie wiem czy pa­mię­tasz, ale pra­wie każ­dy kie­dyś (je­śli uro­dzi­łeś się mniej wię­cej po mie­dzy ro­kiem 1970-80) miał ze­szyt szcze­ro­ści, ta­ki ze­szyt, zwy­czaj­ny naj­czę­ściej bru­lion, gdzie da­wa­łeś ko­muś się wpi­sać. Pa­mię­tam że by­ły da­ty, uro­dzin, imie­nin, co lu­bisz, cze­go nie lu­bisz, ko­go ko­chasz, ko­go nie­na­wi­dzisz, moż­na by­ło wpi­sać coś ta­jem­ni­cze­go, mo­że na­wet wła­sne coś bar­dzo szcze­re­go, za­giąć na­stęp­ną kart­kę, w trój­kąt, skle­ić i na­pi­sać otwo­rzyć w lip­cu 2011. Tak to by­ło. Tak to pa­mię­tam. Ta­ki to był pa­mięt­nik. Ta­ki nasz ar­cha­icz­ny pod­kast, gdzie każ­dy coś ko­muś „nada­wał”, bo każ­dy lu­bił wie­dzieć wię­cej, do­wie­dzieć się cze­goś o kimś in­nym.

Mi­nę­ło 30 kil­ka lat. Czy coś się zmie­ni­ło? Czy dzie­cia­ki, któ­re wte­dy la­ta­ły po ko­ry­ta­rzach szkol­nych pro­sząc in­nych „wpisz mi się, wpisz mi się”  zo­sta­li po la­tach pod­ka­ste­ra­mi? Czy sta­li się eks­hi­bi­cjo­ni­sta­mi, któ­rzy te­raz sa­mi wpi­su­ją się w ży­cia in­nych, po­przez ich au­dy­cje? Po­nie­kąd tak. Tak my­ślę.

I w za­sa­dzie nic się nie zmie­ni­ło od tych 30, 40 lat. Zmie­ni­ło się tyl­ko na­rzę­dzie. Roz­wój tech­no­lo­gicz­ny dał nam in­ne moż­li­wo­ści: nasz pry­wat­ny in­ter­net, czy­li wła­sne stro­ny, pi­sa­ne. Po­tem „naj­now­sza no­wość” czy­li Fejs, gdzie każ­dy mo­że wszyst­ko, bez krę­pa­cji się otwo­rzyć. Po­tem lek­ko sta­ro­mod­ne pi­sa­ne blo­gi (czy ktoś to jesz­cze czy­ta?), na­sze uko­cha­ne pod­ka­sty i vi­de­oka­sty (niech ży­je YouTu­be i ta­kie tam rze­czy!), czy wresz­cie na sa­my dnie hie­rar­chii sta­tu­sy na gg czy sky­pe (któ­re po­za in­for­ma­cją „nie do­stęp­ny” nio­są w prze­wa­ża­ją­cej więk­szo­ści wia­do­mo­ści o psy­chicz­nym sta­nie ich au­to­ra),. Te­raz każ­dy mo­że stać się kimś w ro­dza­ju ce­le­bry­ty (je­zu, jak ja nie cier­pię te­go sło­wa) – opo­wie­dzieć gło­śno i wy­raź­nie o tym, ja­kie ma tro­ski, jak wi­dzi świat, że wczo­raj wy­la­ło mu szam­bo, że na­pi­sał wiersz, ze, że ko­cha się w są­siad­ce a ko­le­żan­ka z pra­cy to ste­reo­ty­po­wa ‘blon­di’. Jed­nak nie tyl­ko o wła­sne pięć mi­nut sła­wy tu cho­dzi.

Prze­źro­czy­stość i brak ogra­ni­czeń dzi­siej­szej kul­tu­ry ob­ser­wo­wa­ny jest od daw­na. War­to po­słu­żyć się cie­ka­wym, acz naj­prost­szym z moż­li­wych przy­kła­dem. Każ­dy z nas na pew­no po­dró­żo­wał ko­le­ją. Prze­dział, dwie trzy ob­ce so­bie oso­by. Chwi­la ci­szy, po­tem pierw­sze dia­lo­gi, nie­śmia­łe roz­mo­wy, z cza­sem roz­mo­wa sta­wa­ła się luź­niej­sza, bar­dziej otwar­ta, co cza­sem owo­co­wa­ło na­wet bar­dzo oso­bi­sty­mi zwie­rze­nia­mi. Tak się dzie­je, że ła­twiej jest prze­ka­zać coś zu­peł­nie ob­cej oso­bie, niż naj­bliż­szym. Ob­cy ma dy­stans do na­sze­go ży­cia, nie skrzyw­dzi­my więc go, nie zra­ni­my opo­wia­da­jąc na­szą hi­sto­rię. Po­za tym ob­cy nie uczest­ni­czy w na­szym ży­ciu emo­cjo­nal­nie. Mo­że­my mó­wić otwar­cie, bo po­ciąg za­raz sta­nie, wy­sią­dzie­my na na­szej sta­cji i praw­do­po­dob­nie ni­gdy już da­nej oso­by nie spo­tka­my. Nic nie ry­zy­ku­je­my, mó­wiąc ob­cej oso­bie … o so­bie.

I choć w na­szym pod­ka­sto­wym świe­cie by­wa po­dob­nie choć są or­ga­ni­zo­wa­ne spo­tka­nie, zlo­ty i in­ne for­my wi­dzeń pu­blicz­nych, to i tak więk­szość z na­szych spo­wied­ni­ków,  ni­gdy nas nie zo­ba­czy, nie do­tknie, nie spo­tka się z na­mi. Kie­dyś uwa­ża­łem, że kon­tak­ty in­ter­ne­to­we są po­wierz­chow­ne i chwi­lo­we, ale czas się zmie­nia, zmie­nia­ją się lu­dzie, i w ja­kimś tam pro­cen­cie lu­dzie mi­mo wszyst­ko pra­gną wię­cej, czy­li chcą się spo­tkać. Po­ga­dać na żyw­ca, wy­mie­nić uścisk dło­ni, skon­fron­to­wać mi­ły głos z praw­do­po­dob­nie mi­łą fa­cja­tą pod­ka­ste­ra.  Ale jak pi­sa­łem, to wy­jąt­ki. W prze­wa­ża­ją­cej więk­szo­ści na­sze spo­tka­nia trwa­ją tak dłu­go, jak od­wie­dzi­ny da­nej stro­ny, ile cza­su je­ste­śmy na sky­pie, pó­ki użyt­kow­nik nie wy­lo­gu­je się z sie­ci. Je­śli ktoś nie za­pi­sał ad­re­su stro­ny, ad­re­su ema­ilo­we­go to ni­kła jest szan­sa, że do­trze do nas po­now­nie.

Dru­gi czyn­nik to cie­ka­wość. Pi­sa­ny blog - w tej naj­ogól­niej­szej for­mie - to sło­wa wy­stu­ka­ne na kla­wia­tu­rze i wy­świe­tlo­ne na ekra­nie kom­pu­te­ra. Nie ma tu tem­bru gło­su oso­by opo­wia­da­ją­cej swo­ją hi­sto­rię. Nie jest wy­peł­ni ano­ni­mo­wy, ale za za­sło­ną elek­tro­nicz­nych zna­ków ktoś pro­wa­dzi roz­mo­wę. W pod­ka­ście, choć jest po­dob­nie, moż­na si­lić się na ano­ni­mo­wość, ta­jem­ni­czość, ale już tembr gło­su, okre­śle­nie płci, miej­sca skąd na­da­je, na­wet wie­ku nie jest pro­ble­mem. Mi­mo wszyst­ko wciąż jest to spo­sób by ła­two i wciąż ta­jem­ni­czo opo­wie­dzieć o in­tym­nych spra­wach i róż­nych hi­sto­riach.

I tak to jest,  że trans­pa­rent­na kul­tu­ra po­pu­lar­na, prze­sy­co­na plot­ka­mi i wy­cin­ka­mi z ży­cia in­nych sta­je się po­ma­łu nor­mą. Trans­pa­rent­ność cu­dze­go ży­cia  wy­zna­cza ta­ką mo­dę: ujaw­nia­nia wszel­kich se­kre­tów, czy­nie­nia na­sze­go ży­cia na wskroś prze­zro­czy­stym. I jest to ohyd­ne, wręcz bul­wer­su­ją­ce, że bar­dzo czę­sto lu­dzie ży­ją ży­ciem in­nych. Ka­sa rzą­dzi. Ko­go nie ma w tv, w ga­ze­tach, na FB, te­go nie ma na świe­cie. Trze­ba się sprze­da­wać, trze­ba być, by być. Trze­ba po­ka­zać cia­ło, by o to­bie mó­wi­li, że­by tyl­ko coś się dzia­ło. Ko­lo­ro­we ga­ze­ty, bzdur­ne pro­gra­my w TV, i mi­lion in­nych form prze­ka­zu, każ­de­go dnia za­le­wa­ją nas zu­peł­nie nie­po­trzeb­ny­mi in­for­ma­cja­mi o zu­peł­ne nie­po­trzeb­nych świa­tu oso­bach.

Mam jed­nak wra­że­nie, że nasz pod­ka­sting jest in­ny. Tu nie ma pop pap­ki. Tu nie ma pie­nię­dzy. Tu nie ma by­cia lep­szym czy gor­szym. Czy  za­tem jest to ide­al­na for­ma by­cia eks­hi­bi­cjo­ni­stą? Hmmm, mo­że… Py­ta­łaś dla­cze­go? Nie umiem ci po­wie­dzieć wprost, ale wiem, że każ­dy z nas ro­bi to bo chce, bo lu­bi i po pro­stu bo czu­ję, że mo­że ko­goś so­bą i swo­ją hi­sto­ria za­in­te­re­so­wać.

Continue Reading · 4

Niech wią!