Strony

Coś się kończy

25 wrze­śnia 2013 ro­ku na­stą­pił ko­niec. Po kil­ku­mie­sięcz­nej prze­rwie pod­cast Be­squ­itoo wy­dał swe ostat­nie tchnie­nie by za­milk­nąć na wie­ki. No, chło­pa­ki od daw­na to za­po­wia­da­li. Na ostat­ni od­ci­nek ka­za­li cze­kać od stycz­nia te­go ro­ku. I choć ca­ły czas mam ukry­tą na­dzie­ję, że jesz­cze ich usły­szy­my, wszyst­ko wska­zu­je na to, że to ko­niec Be­squ­itoo.

„Ko­niec koń­ców” to w za­sa­dzie stan­dar­do­wy od­ci­nek, w któ­rym Mi­chał, Igor i daw­no nie­sły­sza­na Se­ra opo­wia­da­ją i ko­men­tu­ją na co to ostat­nio na­tra­fi­li. Ot, zwy­kła luź­na gad­ka przy wód­ce. Hmm, to już któ­ryś raz, gdy słu­chacz mo­że za­uwa­żyć że pi­ją wó­dę w cza­sie na­gry­wa­nia. Cie­ka­we czy we wszyst­kich od­cin­kach tak by­ło? To by za­kra­wa­ło o al­ko­ho­lizm, bo na­trza­ska­li ich gru­bo po­nad set­kę. Dwa i pół ro­ku cu­dow­nej dzia­łal­no­ści, peł­nej na­bi­ja­nia się z ota­cza­ją­ce­go świa­ta. Nic dziw­ne­go, że zy­ska­li gro­no hej­te­rów, któ­rzy po­czu­li się ura­że­ni ich czę­sto gim­na­zjal­nym po­czu­ciem hu­mo­ru. Ja jed­nak je­stem wier­nym fa­nem. Hej, co z te­go, że wie­lo­krot­nie ob­ra­ża­li mo­je po­glą­dy re­li­gij­ne, pa­sje i mnie sa­me­go, sko­ro ro­bi­li to w za­baw­ny spo­sób? Gdy tyl­ko ktoś zna­lazł odro­bi­nę dy­stan­su w so­bie, mógł spę­dzić na­praw­dę in­spi­ru­ją­ce kil­ka­dzie­siąt mi­nut słu­cha­jąc bzdur. Bzdur w świet­nym wy­da­niu, bo pra­wie ni­gdy nie nu­dzi­li, nie by­ło dłu­żyzn, a ja­kość na­grań jak na ama­tor­ski pod­cast ide­al­na. Za­pa­da­ją­ce w pa­mięć in­tro z trąb­ka­mi, pa­rę słu­cho­wisk któ­re wy­ko­na­li, kil­ka od­cin­ków li­ve czy też ma­sa ma­te­ria­łów do­dat­ko­wych w po­sta­ci fil­mi­ków z czę­ści roz­mo­wy lub na­grań nie­ofi­cjal­nych - hej, to by­ło coś! Ma­ło któ­ry pod­cast mo­że za­ofe­ro­wać ta­ką ilość do­dat­ków. Nie wspo­mnę już o ślicz­nej stron­ce na dar­mo­wym blog­spo­cie ze sta­rym czło­wie­kiem, dziec­kiem po­ka­zu­ją­cym środ­ko­wy pa­lec i mar­twy­mi pło­da­mi - kwin­te­sen­cja Be­squ­itoo. Szko­da, szko­da że to wszyst­ko zo­sta­ło rzu­co­ne po dwóch i pół ro­ku dzia­ła­nia.

Do­pie­ro ostat­nie 20 mi­nut pro­wa­dzą­cy po­świę­ci­li na po­że­gna­nie. By­ło wzru­sza­ją­co, no­stal­gicz­nie, smut­no… no, pra­wie. Ostat­nim sło­wem ja­kie pa­dło w pod­ca­ście są „RZEŹBY” - czyż­by to coś zna­czy­ło? Nie­ee, ale po­przez swój bez­sens świet­nie pa­su­je do kon­wen­cji Be­squ­itoo.
Na ko­niec chciał­bym jesz­cze rzu­cić ta­kie py­ta­nie: czy ktoś pa­mię­ta sta­rą „Epi­de­mię Non­sen­su”? Gdy ona za­mil­kła na la­ta po­wsta­ła lu­ka w świat­ku pod­ca­sto­wym, któ­rą wy­peł­ni­ło do­pie­ro Be­squ­itoo. Za­rów­no od stro­ny me­ry­to­rycz­nej, ja­ko­ścio­wej jak i roz­ryw­ko­wej prze­sko­czy­ło o dwie kla­sy Epi­de­mię. Cie­ka­we ile trze­ba bę­dzie cze­kać na ko­lej­ne­go na­stęp­cę?

      Po­bierz au­dio
No comments yet.

Dodaj komentarz

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.

Niech wią!