Strony

Disco-polo wciąż żyje

Spotkania z disco-polo:

  1. Za moich czasów… no dobra, jestem zbyt młody by mówić „za moich czasów”. No i to trąci byciem tanim mentorem, który zmarnował swoje życie i teraz ma pretensje o to do całego świata. Poza tym jeszcze zostanę władcą wszechrzeczy. Po wsze czasy.
    Dobra, trochę się zapędziłem. O wszach będzie kiedy indziej. Gdy miałem lat 13 pani nauczycielka kazała nam przygotować na lekcję muzyki krótką prezentację czego to słuchamy. Na dwudziestoosobową klasę parę osób powiedziało o disco-polo. Nauczycielka zdziwiła się, że wciąż ktoś jest tym zainteresowany. Była przekonana, że koszmar disco-polo wyszedł z mody.
  2. Nigdy nie przepadałem za oficjalnymi imprezami tego typu. No, ale na swojej studniówce byłem. W sumie nie było nawet tak źle. Niestety najczarniejszym wspomnieniem z tego wieczoru był zespół muzyczny. Ubrani jak na tandetne i podstarzałe gwiazdy disco przystało, tworzyli stereotypowy zespół weselny. Kolejno gwałcili hity z naszego dzieciństwa.
  3. 1 kwietnia 2013 roku duet z Masy Kultury przeistoczył się w DJa Michu i Emsi Sajmona. W rewelacyjnej audycji satyrycznej próbowali sparodiować światek tej muzyki. Wspaniale im się to udało. Wypadli w tym tak naturalnie, że zdałem sobie sprawę jak często w ostatnim czasie słyszałem o disco-polo. Nie oglądam telewizji, nie słucham muzycznego radia. Nie buszuję za bardzo po tych popularnych częściach rozrywkowego Internetu, ale nawet ja czuję się osaczony przez klipy takich zespołów jak Weekend. Zadziałało stare prawo społeczności i zaraz tysiące osób zaczęło się z nich naśmiewać. A robiąc to nabijali liczniki odtworzeń. Klipy trafiły więc na górne części list wyszukiwania, zrobiła się na nie moda. Panowie z Masy Kultury odnotowali tylko ten fakt.
  4. Schodząc z górskiego szlaku do Węgierskiej Górki usłyszałem kilka tygodni temu wiejską zabawę. Dożynki prawdopodobnie. Akurat kończył się koncert gwiazdy wieczoru – nie pomnę nazwy, ale był to zespół disco-polo oczywiście. Ha! To takie stereotypowe połączenie: dożynki + disco-polo. Wcześniej zapewne występował regionalny zespół pieśni i tańca.
  5. Parę dni temu byłem na giełdzie. Wielki targ, na którym jest wszystko. Szukając kurtki minąłem dwa stoiska z… kasetami magnetofonowymi. Gruby facet z wąsem reklamował swój towar wybierając co gorętsze piosenki i puszczając je w przestrzeń. Oczywiście była to głównie muzyka weselna i disco-polo. Choć tłumów przy tych straganach nie było, to możliwe że ktoś takie kwiatki kupuje. Nie wiem czemu, ale zrobiło mi się ciepło na sercu. Może to wspomnienie sprzed dziesięciu lat, kiedy ja byłem dzieckiem, a wokół niepodzielnie panowała tandeta.

Daleki jestem od hejtowania disco-polo. Skoro ktoś jest skłonny za to zapłacić, to nic dziwnego, że gatunek się rozwija. Zawsze starałem się przechodzić z boku rzeczy, które mnie nie interesują. Wychodzę z założenia, że różnorodność czyni świat ciekawszym. A na pewno bardziej kolorowym. Czasem tylko słuchając niektórych piosenek przypomina mi się powieść Orwella „Rok 1984”, w której to pisał o automatach układających hity dla proli.

No comments yet.

Dodaj komentarz

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.

Niech wią!