Strony

Wizyta u psychologa

Jeden z naszych piszących redaktorów, który także prowadzi swój podkast, otrzymał list od słuchaczki. Przytoczmy zatem na początek jego kawałek.

Witaj, słucham cię od dawna, ale ostatnio naszło mnie pytanie – dlaczego? Podkast – ciekawy projekt, ciekawy pomysł. Co tobą kieruje, że gadasz do mikrofonu? Czy to jest ta niepokojąca elektroniczna samotność, ten niewidzialny tłum potencjalnych fanów, których próbujesz wciągnąć w swoją grę? A może jest to syndrom chińskiej pralni? Oni piorą nasze brudy, a my ich. I to kochamy. A może twoje gadanie to  takie spotkanie u psychoanalityka. Ty mówisz, on słucha – i jest ci lepiej.  Co? Co w tym jest ciekawego, że ludzie chcą żyć życiem innych, wiedzieć o tobie co tydzień, coraz więcej?
Retoryczne pytania – nie musisz odpowiadać. :-)

Odpowiedź. Nie muszę, ale spróbuje…

Wizyta u psychologa

Jest nas niewielu, może 50-70 osób, które przyzwyczaiły nas do mówienia o sobie. Jest nas niewielu, ale to nie przeszkadza. Ale co tę grupkę, całkowicie sobie obcych osób zmotywowało do prowadzenia podkastu? Odpowiedzi jest pewnie tyle, ile osób owe podkasty prowadzi. Podkast: osobisty pamiętnik; prywatna gazeta, gdzie werbalizujemy własne myśli; zbiorczy list z podróży; vortal poświęcony jednemu zagadnieniu (bywa, że jest to hobby autora) lub może być jeszcze czymś innym.  Z tego co rozumiem, twoje pytanie dotyczy tylko wersji “pamiętnik”, gdzie dokonuje się obnażania duszy (czasem ciała – patrz podkasty wanienne). Zatem “pamiętnik” – zapisywanie, czy odcinane kuponów od przeszłości…?

Na początek mały powrót do przeszłości. Nie wiem czy pamiętasz, ale prawie każdy kiedyś (jeśli urodziłeś się mniej więcej po miedzy rokiem 1970-80) miał zeszyt szczerości, taki zeszyt, zwyczajny najczęściej brulion, gdzie dawałeś komuś się wpisać. Pamiętam że były daty, urodzin, imienin, co lubisz, czego nie lubisz, kogo kochasz, kogo nienawidzisz, można było wpisać coś tajemniczego, może nawet własne coś bardzo szczerego, zagiąć następną kartkę, w trójkąt, skleić i napisać otworzyć w lipcu 2011. Tak to było. Tak to pamiętam. Taki to był pamiętnik. Taki nasz archaiczny podkast, gdzie każdy coś komuś “nadawał”, bo każdy lubił wiedzieć więcej, dowiedzieć się czegoś o kimś innym.

Minęło 30 kilka lat. Czy coś się zmieniło? Czy dzieciaki, które wtedy latały po korytarzach szkolnych prosząc innych “wpisz mi się, wpisz mi się”  zostali po latach podkasterami? Czy stali się ekshibicjonistami, którzy teraz sami wpisują się w życia innych, poprzez ich audycje? Poniekąd tak. Tak myślę.

I w zasadzie nic się nie zmieniło od tych 30, 40 lat. Zmieniło się tylko narzędzie. Rozwój technologiczny dał nam inne możliwości: nasz prywatny internet, czyli własne strony, pisane. Potem “najnowsza nowość” czyli Fejs, gdzie każdy może wszystko, bez krępacji się otworzyć. Potem lekko staromodne pisane blogi (czy ktoś to jeszcze czyta?), nasze ukochane podkasty i videokasty (niech żyje YouTube i takie tam rzeczy!), czy wreszcie na samy dnie hierarchii statusy na gg czy skype (które poza informacją “nie dostępny” niosą w przeważającej większości wiadomości o psychicznym stanie ich autora),. Teraz każdy może stać się kimś w rodzaju celebryty (jezu, jak ja nie cierpię tego słowa) – opowiedzieć głośno i wyraźnie o tym, jakie ma troski, jak widzi świat, że wczoraj wylało mu szambo, że napisał wiersz, ze, że kocha się w sąsiadce a koleżanka z pracy to stereotypowa ‘blondi’. Jednak nie tylko o własne pięć minut sławy tu chodzi.

Przeźroczystość i brak ograniczeń dzisiejszej kultury obserwowany jest od dawna. Warto posłużyć się ciekawym, acz najprostszym z możliwych przykładem. Każdy z nas na pewno podróżował koleją. Przedział, dwie trzy obce sobie osoby. Chwila ciszy, potem pierwsze dialogi, nieśmiałe rozmowy, z czasem rozmowa stawała się luźniejsza, bardziej otwarta, co czasem owocowało nawet bardzo osobistymi zwierzeniami. Tak się dzieje, że łatwiej jest przekazać coś zupełnie obcej osobie, niż najbliższym. Obcy ma dystans do naszego życia, nie skrzywdzimy więc go, nie zranimy opowiadając naszą historię. Poza tym obcy nie uczestniczy w naszym życiu emocjonalnie. Możemy mówić otwarcie, bo pociąg zaraz stanie, wysiądziemy na naszej stacji i prawdopodobnie nigdy już danej osoby nie spotkamy. Nic nie ryzykujemy, mówiąc obcej osobie … o sobie.

I choć w naszym podkastowym świecie bywa podobnie choć są organizowane spotkanie, zloty i inne formy widzeń publicznych, to i tak większość z naszych spowiedników,  nigdy nas nie zobaczy, nie dotknie, nie spotka się z nami. Kiedyś uważałem, że kontakty internetowe są powierzchowne i chwilowe, ale czas się zmienia, zmieniają się ludzie, i w jakimś tam procencie ludzie mimo wszystko pragną więcej, czyli chcą się spotkać. Pogadać na żywca, wymienić uścisk dłoni, skonfrontować miły głos z prawdopodobnie miłą facjatą podkastera.  Ale jak pisałem, to wyjątki. W przeważającej większości nasze spotkania trwają tak długo, jak odwiedziny danej strony, ile czasu jesteśmy na skypie, póki użytkownik nie wyloguje się z sieci. Jeśli ktoś nie zapisał adresu strony, adresu emailowego to nikła jest szansa, że dotrze do nas ponownie.

Drugi czynnik to ciekawość. Pisany blog – w tej najogólniejszej formie – to słowa wystukane na klawiaturze i wyświetlone na ekranie komputera. Nie ma tu tembru głosu osoby opowiadającej swoją historię. Nie jest wypełni anonimowy, ale za zasłoną elektronicznych znaków ktoś prowadzi rozmowę. W podkaście, choć jest podobnie, można silić się na anonimowość, tajemniczość, ale już tembr głosu, określenie płci, miejsca skąd nadaje, nawet wieku nie jest problemem. Mimo wszystko wciąż jest to sposób by łatwo i wciąż tajemniczo opowiedzieć o intymnych sprawach i różnych historiach.

I tak to jest,  że transparentna kultura popularna, przesycona plotkami i wycinkami z życia innych staje się pomału normą. Transparentność cudzego życia  wyznacza taką modę: ujawniania wszelkich sekretów, czynienia naszego życia na wskroś przezroczystym. I jest to ohydne, wręcz bulwersujące, że bardzo często ludzie żyją życiem innych. Kasa rządzi. Kogo nie ma w tv, w gazetach, na FB, tego nie ma na świecie. Trzeba się sprzedawać, trzeba być, by być. Trzeba pokazać ciało, by o tobie mówili, żeby tylko coś się działo. Kolorowe gazety, bzdurne programy w TV, i milion innych form przekazu, każdego dnia zalewają nas zupełnie niepotrzebnymi informacjami o zupełne niepotrzebnych światu osobach.

Mam jednak wrażenie, że nasz podkasting jest inny. Tu nie ma pop papki. Tu nie ma pieniędzy. Tu nie ma bycia lepszym czy gorszym. Czy  zatem jest to idealna forma bycia ekshibicjonistą? Hmmm, może… Pytałaś dlaczego? Nie umiem ci powiedzieć wprost, ale wiem, że każdy z nas robi to bo chce, bo lubi i po prostu bo czuję, że może kogoś sobą i swoją historia zainteresować.

, ,

4 Responses to Wizyta u psychologa

  1. Andrzej Famielec 6 lipca 2011 at 09:05 #

    Jak nie ma pieniędzy? Poza Martinem każdy do tego dokłada. :)

    Dobrze napisane.

    • Filip 6 lipca 2011 at 22:11 #

      mnie osobiście to bardzo irytuje, nie zaglądam mu w kieszeń, ale…
      nawet kiedyś mu to otwarcie napisałem, ze żebrze o tą kasę, i mówi – płaćcie, bo nie będe nagrywał… płaćcie, bo nie będzie jakości…

      Ale jak dają, to czemu nie brać…

      Przygotowuję pewną niespodzikę z tego powodu, ale to na koniec wakacji… Za darmo!!!

  2. Pshemko 6 lipca 2011 at 09:28 #

    Pamiętam te pamiętniki, z którymi się ganiało po szkole :) Dobry tekst Fi.

  3. Sebastian 11 lipca 2011 at 21:23 #

    Ja jako człowiek młody mogę powiedzieć że moje pokolenie jeszcze zahaczyło o te specyficzne ‘zeszyty’. Poszperałem trochę i znalazłem swój. Miło powspominać choć dopiero 10 lat minęło od końca podstawówki. Dzięki za ten tekst. ;) Wróciły dzięki niemu dobre wspomnienia.

Dodaj komentarz

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.

Niech wią!